#3 Czego warto uczyć się od Amerykanów?

Cześć Wam w październiku!

Czas płynie w zastraszającym tempie a biorąc pod uwagę fakt, że mam zaplanowane dni do połowy stycznia 2015, nie obejrzę się, a minie 12 miesięcy. Może mijać, bylebym ku ich końcowi miała wyklarowane dalsze plany.

Co ogólnie? Zaczęłam dziś szkołę (SPC). Jestem na TAK, no może z wyjątkiem reading class, gdzie zostałam obdarowana książką science fiction, które tak uwielbiam, więc nie dość, że nie czaję podróżowania w czasie po polsku, to jeszcze zmuszają mnie do zastanawiania się nad nim w angielskim.

Ale dziś nie o tym.

Chciałabym przez ten czas, który tu spędzę nauczyć się możliwie jak najwięcej. W Amerykanach jest jedna rzecz, która bardzo mi się podoba i którą zaczęłam praktykować na serio.

KOMUNIKOWANIE SIĘ.

I nie, nie chodzi mi tu o te czułe “How are ya”, na które odpowiedź nikogo nie interesuje (ale przynajmniej wprowadza sympatyczną atmosferę).

Amerykanie, z którymi najwięcej mam do czynienia potrafią mówić co myślą, pytać o wszystko, czego nie wiedzą a chcieliby i prosić o to, co im potrzebne.

Zawsze wydawało mi się, że moja asertywność jest w porządku i potrafię zadbać o swoje zdrowie psychiczne nie dając się durnie wykorzystywać i ulegać opiniom, z którymi się nie do końca zgadzam. No może i w dużej mierze tak było, ale w kontaktach z ludźmi, na których mi zależało czy z którymi łączyło mnie coś więcej, miałam z tym olbrzymi problem. Choćby ze zwykłym wyrażaniem uczuć i przekonań. Patrząc teraz z perspektywy na powody, jakie ku temu miałam, zdają mi się być zwyczajnie niemądre i niedojrzałe. Od Amerykanów uczę się wyrażać własne myśli. To chyba byłoby wybitnie głupie się ich wstydzić? Jeżeli już tak myślę, to z jakichś konkretnych powodów.
Przy tym wyrażaniu własnych poglądów pozostają jednak życzliwi i pokojowo nastawieni. Może bardziej popularna tu jest zasada win-win. Nie wiem, zgaduję.

Wydaje mi się, że u nas zadawanie pytań nadal świadczy, że ktoś jest “głupi”. Pewnie wiecie co mam na myśli. Przyznaję bez bicia, że sama nie raz słysząc czyjeś pytanie do siebie, w sali wykładowej, w szkole, gdziekolwiek, myślałam “O czubku, jak możesz o to pytać?!”. No ale dzień dobry. Następnym razem ja mogę zapytać o coś, co dla kogoś innego jest oczywistą oczywistością, prawda? Tutaj panuje chyba moda na zadawanie pytań. Możesz pytać każdego i o wszystko, a on ci jeszcze za to podziękuje i komplementuje jaki z ciebie mądry, dbający o własny rozwój człowiek. Niezależnie czy to sprawa poważna czy wybitnie błaha.

Prośby… Naczytałam się trochę książek dotyczących self improvement i w niemal każdej z nich radzą, żeby nauczyć się prosić. Właśnie to wykorzystuję. Jeśli ktoś, czyjeś działanie czy sposób działania ma wpływ na moją sytuację a taki a nie inny przyniesie mi większą korzyść albo zwyczajnie ułatwi mi życie – idę i proszę czy można załatwić to w taki właśnie sposób. To jest niesamowite jak dobrze ta zasada działa. Może nie proszę o rzeczy olbrzymie (a może mnie wydają się drobne) – to nie ma znaczenia. Kiedy nauczę się prosić o drobiazgi, znacznie łatwiej przyjdzie mi prośba-gigant. No i może nie raz czy dwa odpowiedź będzie odmowna – ale co z tego? Zacznę szukać innego sposobu.

Może to wszystko wydaje się śmiesznie proste ale zdecydowanie nie jest. Nawet nie macie pojęcia jak cieszy mnie fakt, że “uczę się mówić”.

P.S. Pozdrawiam i gratuluję mojej Sis poproszenia o drożdżówkę z większą ilością rodzynek.

Magdalenka

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s